20 październik (czwartek)
Czwartek!! Jak co tydzień od
początku studiów dzień zaczynam bardzo wcześnie. Wstaję, o 5, aby wyrobić się i
ogarnąć na zajęcia na 8 rano. A jak wiadomo, zaczyna się ten okres, w którym
gdy wyjeżdżam z domu jest ciemno i gdy do niego wracam jest tak samo. Dziś było
podobnie, choć wracałam zanim zaczynało się ściemniać. Jako co rano oczywiście
pierwszą myślą i czynnością po przebudzeniu jest nakarmienie kota. Następnie
ogarniam się i przed 7 rano idę na autobus. Po zajęciach na uczelni wracam do
domu na obiad.
Często zdarza się, że odwiedza mnie
starsza siostra z dziećmi. Dziś był także ten dzień. Krzyś jak zawsze niemogący
usiedzieć 5 minut w miejscu, ganiał mnie z pokoju do pokoju i wymyślał coraz to
nowe zabawy. Po spędzaniu z nim prawie 5 godzin, uwierzcie można się zmęczyć
bardziej niż na siłowni. Ale pomimo wszystko jest to dla mnie jeden z najprzyjemniejszych
sposobów spalania kalorii. W końcu przecież, według Krzysia, ciocia się nie
męczy. W momencie, gdy dziecko wychodząc nie ma siły ubrać się i zasypia na
siedząco, czuję, że był to dobrze wykorzystany czas i udany dzień.
Wieczorem jest już czas tylko dla
mnie. Dziś akurat siedzę w domu, ciesząc się ciszą, wygodnym fotelem, kubkiem
gorącej herbaty i swobodnym oglądaniem seriali.
21 października (piątek)
Piątek rano! Pogoda taka, że nie
chce się wychodzić z łóżka, a tym bardziej z domu. Ale cóż, jak trzeba to
trzeba. Znajduję pomimo wszystko w panującej aurze coś pozytywnego, a
mianowicie to, że piątek to weekendu początek. Oznacza on dla
mnie odpoczynek i sobotnie spotkanie z rodziną oraz narzeczonym. Także w końcu
będę mogła się wyspać! Dziś jak zwykle poranne wstawanie, karmienie kota (w
końcu ona o sobie nie da zapomnieć), śniadanie i uczelnia. Po powrocie do domu
zaszyłam się w swoim pokoju, grzejąc się i ciesząc spokojem oraz ciepłą herbatą
w ręce. Wieczór spędziłam na rozmowie telefonicznej ze swoim narzeczonym, który
akurat wyjechał na festiwal teatralny.
22 października (sobota)
Mój
dzisiejszy dzień należał do leniwych. Świadczyć o tym może między innymi późne
wstanie z łóżka. W końcu przynajmniej się wyspałam J.
Po południu przyjechała rodzina i
zrobiło się weselej. Wspólny obiad, zabawa z dziećmi, rozmowy – cotygodniowy
rytuał rodzinny. Później miałam się spotkać z narzeczonym, ale wrócił on bardzo
rano z wyjazdu i odłożyliśmy nasze spotkanie na następny dzień.
Wieczór był spokojny, spędzony przy
oglądaniu z siostrą filmów a później kabaretów na poprawę humoru z powodu nie
za ciekawej pogody za oknem.
23 października (niedziela)
Dzisiejszy dzień rozpoczął się
bardzo pozytywnie. Cieszyłam się na spotkanie z narzeczonym, z którym nie
widziałam się od kilku dni. Wspólnie zjedliśmy obiad a następnie pojechaliśmy
do kina na komedię. Tam spotkaliśmy moją koleżankę ze studiów, która także była
ze swoim narzeczonym. Wybrali oni jednak inny seans. Film, tak jak się spodziewałam,
był zabawny i warty poświęconego czasu na jego obejrzenie. Po mile spędzonym
dniu, wróciliśmy do domu, gdzie z powodu złego samopoczucia, udałam się do
łóżka spać.
24 października (poniedziałek)
Zrobiłam
sobie dzień wolny od zajęć i uczelni. Jednak, jak później się okazało
dzisiejszych zajęć i tak miało nie być, choć większość osób na rano nic na ten
temat nie widziała. Udało mi się, choć raz mieć to szczęście i nie jechać na
pusto tyle drogi, by za chwilę z powrotem wracać do domu.
Zajęłam
się w tym czasie sprzątaniem mieszkania a później robieniem obiadu, na który
zaprosiłam swojego narzeczonego. Później spędzałam z nim czas siedząc,
rozmawiając, żartując oraz po prostu ciesząc się sobą.
Wieczór,
to jak zwykle w moim przypadku, oglądanie i przeżywanie seriali oraz zabawa z
moim kotem. W międzyczasie uprzyjemniałam sobie czas poprzez pielęgnację ciała
i robienie pilingu i maseczki na twarz.
25 października (wtorek)
Wtorkowy
poranek nie należał do najpogodniejszych. Mam tutaj na myśli zarówno deszczową
pogodę za oknem, ale i moje słabe samopoczucie. Z rana, jak co dzień pojechałam
na zajęcia. Po nich zostałam i korzystałam z biblioteki, szukając książek i
materiałów do pracy magisterskiej. Po powrocie do domu, zjadłam obiad i
odwiedziłam narzeczonego. Spędziliśmy wspólnie miłe popołudnie na poprawę
nastroju i deszczowej słoty. Wieczorem zaszyłam się w swoim pokoju, w ciepłym i
rozumiejącym wszystko łóżku. Z racji ciągle złego samopoczucia, poszłam
wcześniej spać.
26 października (środa)
Dziś
dzień na uczelni trwał dłużej, bo aż do wieczora. Nic nie zwykłego się nie
wydarzyło, a przynajmniej nic takiego nie zaobserwowałam. Wróciłam do domu, gdy
było już kompletnie ciemno na zewnątrz. Zjadłam późny obiad i się ogarnęłam po
całym dniu. Z racji wczesnego wstawania następnego dnia, przygotowałam
wszystko, aby rano mieć więcej czasu, wszystko pod ręką i spokojnie wyrobić się
na autobus. Wieczór spędziłam na zabawie z kotem i oglądaniu seriali.
Pisanie
dziennika nie przyszło mi łatwo, choć wydawało mi się, że będzie to najprostsze
zadanie do wykonania ze wszystkich dotychczasowych. Miałam problem z codziennym
pamiętaniem i pilnowaniem siebie, aby dokonać w nim wpisu. Może wzięło się i
wiąże się to z tym, że nigdy wcześniej nie miałam takich doświadczeń i nie opisywałam
swojego życia na kartce a nawet jeśli, to nigdy nie robiłam tego w sposób
regularny. Myślę także, że gdyby prowadzenie owego dziennika miało trwać
dłużej, to nie byłabym chyba tak konsekwentna, aby dzień w dzień pamiętać o
dokonaniu w nim wpisu, a przecież na tym to właśnie powinno polegać..






