środa, 26 października 2016

MÓJ DZIENNIK - zadanie 3


20 październik (czwartek)

            Czwartek!! Jak co tydzień od początku studiów dzień zaczynam bardzo wcześnie. Wstaję, o 5, aby wyrobić się i ogarnąć na zajęcia na 8 rano. A jak wiadomo, zaczyna się ten okres, w którym gdy wyjeżdżam z domu jest ciemno i gdy do niego wracam jest tak samo. Dziś było podobnie, choć wracałam zanim zaczynało się ściemniać. Jako co rano oczywiście pierwszą myślą i czynnością po przebudzeniu jest nakarmienie kota. Następnie ogarniam się i przed 7 rano idę na autobus. Po zajęciach na uczelni wracam do domu na obiad.
            Często zdarza się, że odwiedza mnie starsza siostra z dziećmi. Dziś był także ten dzień. Krzyś jak zawsze niemogący usiedzieć 5 minut w miejscu, ganiał mnie z pokoju do pokoju i wymyślał coraz to nowe zabawy. Po spędzaniu z nim prawie 5 godzin, uwierzcie można się zmęczyć bardziej niż na siłowni. Ale pomimo wszystko jest to dla mnie jeden z najprzyjemniejszych sposobów spalania kalorii. W końcu przecież, według Krzysia, ciocia się nie męczy. W momencie, gdy dziecko wychodząc nie ma siły ubrać się i zasypia na siedząco, czuję, że był to dobrze wykorzystany czas i udany dzień.
            Wieczorem jest już czas tylko dla mnie. Dziś akurat siedzę w domu, ciesząc się ciszą, wygodnym fotelem, kubkiem gorącej herbaty i swobodnym oglądaniem seriali.


21 października (piątek)
            Piątek rano! Pogoda taka, że nie chce się wychodzić z łóżka, a tym bardziej z domu. Ale cóż, jak trzeba to trzeba. Znajduję pomimo wszystko w panującej aurze coś pozytywnego, a mianowicie to, że piątek to weekendu początek. Oznacza on dla mnie odpoczynek i sobotnie spotkanie z rodziną oraz narzeczonym. Także w końcu będę mogła się wyspać! Dziś jak zwykle poranne wstawanie, karmienie kota (w końcu ona o sobie nie da zapomnieć), śniadanie i uczelnia. Po powrocie do domu zaszyłam się w swoim pokoju, grzejąc się i ciesząc spokojem oraz ciepłą herbatą w ręce. Wieczór spędziłam na rozmowie telefonicznej ze swoim narzeczonym, który akurat wyjechał na festiwal teatralny.


22 października (sobota)
            Mój dzisiejszy dzień należał do leniwych. Świadczyć o tym może między innymi późne wstanie z łóżka. W końcu przynajmniej się wyspałam J.
            Po południu przyjechała rodzina i zrobiło się weselej. Wspólny obiad, zabawa z dziećmi, rozmowy – cotygodniowy rytuał rodzinny. Później miałam się spotkać z narzeczonym, ale wrócił on bardzo rano z wyjazdu i odłożyliśmy nasze spotkanie na następny dzień.   
            Wieczór był spokojny, spędzony przy oglądaniu z siostrą filmów a później kabaretów na poprawę humoru z powodu nie za ciekawej pogody za oknem.

23 października (niedziela)
            Dzisiejszy dzień rozpoczął się bardzo pozytywnie. Cieszyłam się na spotkanie z narzeczonym, z którym nie widziałam się od kilku dni. Wspólnie zjedliśmy obiad a następnie pojechaliśmy do kina na komedię. Tam spotkaliśmy moją koleżankę ze studiów, która także była ze swoim narzeczonym. Wybrali oni jednak inny seans. Film, tak jak się spodziewałam, był zabawny i warty poświęconego czasu na jego obejrzenie. Po mile spędzonym dniu, wróciliśmy do domu, gdzie z powodu złego samopoczucia, udałam się do łóżka spać.


24 października (poniedziałek)
Zrobiłam sobie dzień wolny od zajęć i uczelni. Jednak, jak później się okazało dzisiejszych zajęć i tak miało nie być, choć większość osób na rano nic na ten temat nie widziała. Udało mi się, choć raz mieć to szczęście i nie jechać na pusto tyle drogi, by za chwilę z powrotem wracać do domu.
Zajęłam się w tym czasie sprzątaniem mieszkania a później robieniem obiadu, na który zaprosiłam swojego narzeczonego. Później spędzałam z nim czas siedząc, rozmawiając, żartując oraz po prostu ciesząc się sobą.
Wieczór, to jak zwykle w moim przypadku, oglądanie i przeżywanie seriali oraz zabawa z moim kotem. W międzyczasie uprzyjemniałam sobie czas poprzez pielęgnację ciała i robienie pilingu i maseczki na twarz.



25 października (wtorek)
            Wtorkowy poranek nie należał do najpogodniejszych. Mam tutaj na myśli zarówno deszczową pogodę za oknem, ale i moje słabe samopoczucie. Z rana, jak co dzień pojechałam na zajęcia. Po nich zostałam i korzystałam z biblioteki, szukając książek i materiałów do pracy magisterskiej. Po powrocie do domu, zjadłam obiad i odwiedziłam narzeczonego. Spędziliśmy wspólnie miłe popołudnie na poprawę nastroju i deszczowej słoty. Wieczorem zaszyłam się w swoim pokoju, w ciepłym i rozumiejącym wszystko łóżku. Z racji ciągle złego samopoczucia, poszłam wcześniej spać.


26 października (środa)
            Dziś dzień na uczelni trwał dłużej, bo aż do wieczora. Nic nie zwykłego się nie wydarzyło, a przynajmniej nic takiego nie zaobserwowałam. Wróciłam do domu, gdy było już kompletnie ciemno na zewnątrz. Zjadłam późny obiad i się ogarnęłam po całym dniu. Z racji wczesnego wstawania następnego dnia, przygotowałam wszystko, aby rano mieć więcej czasu, wszystko pod ręką i spokojnie wyrobić się na autobus. Wieczór spędziłam na zabawie z kotem i oglądaniu seriali.



Pisanie dziennika nie przyszło mi łatwo, choć wydawało mi się, że będzie to najprostsze zadanie do wykonania ze wszystkich dotychczasowych. Miałam problem z codziennym pamiętaniem i pilnowaniem siebie, aby dokonać w nim wpisu. Może wzięło się i wiąże się to z tym, że nigdy wcześniej nie miałam takich doświadczeń i nie opisywałam swojego życia na kartce a nawet jeśli, to nigdy nie robiłam tego w sposób regularny. Myślę także, że gdyby prowadzenie owego dziennika miało trwać dłużej, to nie byłabym chyba tak konsekwentna, aby dzień w dzień pamiętać o dokonaniu w nim wpisu, a przecież na tym to właśnie powinno polegać..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz